Sezon 2025/2026 nieuchronnie pędzi w stronę finiszu. Za nieco ponad dwa tygodnie wszystko będzie jasne - rozstrzygnięcia zapadną zarówno na samym szczycie tabeli, jak i na nizinach. W 32. kolejce zderzą się ze sobą dwa przeciwległe bieguny - z jednej strony drużyna walcząca o przystemplowanie obrony tytułu mistrzowskiego, z drugiej zaś zespół desperacko bijący się o uniknięcie spadku do I ligi. Wyzwanie, jakie życie stawia przed piłkarzami Dariusza Banasika, jest piekielnie trudne, natomiast piłka nożna pisała już historie jeszcze bardziej spektakularnych pościgów. Czy żółto-niebiescy wleją w serca kibiców nadzieję, która podtrzyma gdynian przy kroplówce? W piątek o 20:30 Arka zmierzy się na wyjeździe z mistrzem Polski, Lechem Poznań.
Postawę poznaniaków długo malowało w tym sezonie rozgoryczenie. Po zdobyciu tytułu w minionych rozgrywkach apetyty przy Bułgarskiej były ogromne. Tymczasem Kolejorz u progu nowej kampanii przegrał Superpuchar Polski z Legią i szybko odpadł z eliminacji Ligi Mistrzów po porażce z Crveną Zvezdą Belgrad, by następnie zebrać solidny łomot od KRC Genk w walce o fazę zasadniczą Ligi Europy. Jakby upokorzeń było mało, w fazie ligowej Ligi Konferencji Lechowi przytrafiła się katastrofa na Gibraltarze (porażka 1:2 z Lincoln Red Imps) i wstydliwa porażka z Rayo Vallecano 2:3 po łatwym roztrwonieniu prowadzenia 2:0. Także w Ekstraklasie podopieczni Nielsa Frederiksena zaliczali przykre wpadki i długo wydawało się, że ten sezon będzie w stolicy Wielkopolski jednym wielkim niepowodzeniem. Jesienią coraz częściej pojawiały się też pogłoski o zagrożonej posadzie duńskiego trenera. Runda wiosenna rozwiała jednak wszelkie wątpliwości pojawiające się przy Kolejorzu. Co prawda z Pucharu Polski poznaniacy odpadli już w ćwierćfinale, przegrywając u siebie z Górnikiem Zabrze 0:1, ale w lidze w 2026 roku mogą pochwalić się bilansem 9 zwycięstw, 2 remisów i 2 porażek. Uznanie wyższości Szachtara Donieck w 1/8 finału Ligi Konferencji było wliczone w ryzyko, natomiast znakomita postawa na krajowym podwórku powoduje, że w tym momencie Lech jest liderem Ekstraklasy z przewagą sześciu punktów nad Górnikiem - ekipa Michala Gasparika ma jeszcze w zanadrzu mecz zaległy z Arką, reszta rywali drużyny Frederiksena już się nie liczy. Klub ze stolicy Wielkopolski niebawem przyklepie drugi z rzędu tytuł mistrzowski - nie powinna mu przeszkodzić nawet kontuzja lidera zespołu Aliego Gholizadeha, który tydzień temu w Lublinie nabawił się problemów zdrowotnych wykluczających go z gry na wiele miesięcy. W bramce Lecha stanie w piątek oczywiście Bartosz Mrozek, a przed nim na murawę wybiegną Joel Pereira, Wojciech Mońka, Antonio Milić i Michał Gurgul. Duet defensywnych pomocników prawdopodobnie utworzą Antoni Kozubal i Timothy Ouma. Pod nieobecność Gholizadeha na prawym skrzydle Frederiksen albo da szansę Taofeekowi Ismaheelowi, albo przesunie tu z przeciwległego boku strzelca 6 goli w tym sezonie Leo Bengtssona. Na lewej flance operować będzie albo Bengtsson, albo Luis Palma (7 bramek i 5 asyst w tych rozgrywkach). Na ,,dziesiątce” wybiegnie Patrik Walemark, a na szpicy oczywiście strzelec 15 goli w trwającej kampanii Ekstraklasy, legenda poznańskiego klubu Mikael Ishak. A przecież do dyspozycji Frederiksena są też Pablo Rodriguez, Filip Jagiełło czy Daniel Hakans. Potencjał personalny Kolejorza jest ogromny i to pomimo licznych urazów - poza Gholizadehem kontuzjowani są też Yannick Agnero, Joao Moutinho, Alex Douglas, Kornel Lisman i Kamil Jakóbczyk, ponadto nie wiadomo, co będzie w piątek z powracającym do zdrowia Mateuszem Skrzypczakiem. Lech wygląda doskonale w ofensywie - może pochwalić się drugim najlepszym atakiem w stawce po zdobyciu aż 56 bramek. Zawdzięcza to oczywiście skuteczności i sile fizycznej Ishaka, ale też dynamice skrzydłowych oraz odwadze i kreatywności wszystkich zawodników w drugiej linii, bo akurat w poznańskim zespole nie ma człowieka, który bałby się wejść w pojedynek indywidualny czy zaryzykować zagranie wyłamujące się z klasycznego schematu. Oczywiście strata Gholizadeha będzie miała konsekwencje w wyraźnym spadku jakości na jednym ze skrzydeł, jednak i bez Irańczyka drużyna Frederiksena powinna prezentować polot i fantazję na połowie Arki. Żółto-niebieskim będzie więc w piątek bardzo ciężko, ale nie ma rzeczy niemożliwych.
Gdynianie muszą w to wierzyć, zwłaszcza, że ich sytuacja w tabeli jest krytyczna. Na trzy kolejki przed końcem Arka tkwi w strefie spadkowej i traci cztery oczka do bezpiecznego miejsca - oczywiście, podopieczni Dariusza Banasika mają jeszcze w zanadrzu mecz zaległy z Górnikiem Zabrze, ale margines błędu i tak nie istnieje. Jeśli Arkowcy mają utrzymać się w Ekstraklasie, muszą zacząć wygrywać w trybie natychmiastowym. Tydzień temu żółto-niebiescy pauzowali, bo ich rywal rozgrywał na Stadionie Narodowym zwycięski dla siebie finał Pucharu Polski. Teraz wypoczęci gdynianie muszą zrobić użytek z efektu świeżości i przy Bułgarskiej sprawić sensację. Sytuacja kadrowa jest dobra, choć nie wiadomo, co z gotowością do gry Oskara Kubiaka, który w Gliwicach opuścił murawę przedwcześnie z powodu kontuzji. Do Poznania wróci w piątek Jędrzej Grobelny, który pochodzi właśnie ze stolicy Wielkopolski, choć akurat 24-letni golkiper jest wychowankiem Warty. W przeszłości związki z Lechem miał natomiast Tomasz Wichniarek, który został w tym tygodniu ogłoszony nowym dyrektorem sportowym Arki - doświadczony działacz przez wiele lat był w Kolejorzu asystentem trenera, skautem i szefem pionu wyszukiwania młodych zawodników. Teraz będzie odpowiadać za transfery w Gdyni - pytanie, do której ligi, a co za tym idzie, z jakim budżetem? Bilans meczów między obiema drużynami jest bardzo wyrównany: żółto-niebiescy i Lechici wygrywali po 14 razy, a 13-krotnie spotkania kończyły się remisami. Niech inspiracją dla podopiecznych Banasika będzie jesienna konfrontacja obu zespołów - na własnym boisku Arka ogoliła poznaniaków 3:1 po hat-tricku Edu Espiau. Oczywiście, gdynianom pomogła wówczas czerwona kartka dla Timothy’ego Oumy, natomiast przewagę liczebną trzeba było jeszcze wykorzystać i to graczom wówczas Dawida Szwargi wyszło znakomicie. Przy Bułgarskiej potrzebne jest napisanie podobnej historii.
,,Ona chciała mnie, potem nie - bo nie miałem planu B, jak spadałem, to nie spadłem i się nauczyłem latać” - nawija Pezet. Arkowcy mogliby powtórzyć te słowa za ursynowskim raperem, mając przy tym na myśli Ekstraklasę. Sytuacja wymusza na żółto-niebieskich błyskawiczną naukę latania. Gdynianie są już w trakcie zaglądania w czeluści I ligi, natomiast właśnie w tym położeniu i w tych okolicznościach pojawia się szansa na napisanie prawdziwie epickiej, spektakularnej historii. Plan A na ten sezon polegający na spokojnym utrzymaniu i funkcjonowaniu w środku tabeli nie wypalił, więc trzeba odpalić protokół planu B - utrzeć nosa faworytom do mistrzostwa i wydrzeć z gardła ligowy byt po zwycięstwach z hegemonami Ekstraklasy. Czy piłkarzy Dariusza Banasika stać na powrót z zaświatów? Arka to jest potęga, Arka najlepsza jest, Arka to chuligani, Arka MZKS!