Do mikrofonu wywołano najpierw prezesa.

Wojciech Pertkiewicz: Cieszę się, że udało nam się z trenerem Tomaszem Grzegorczykiem dojść do porozumienia. Wczoraj po południu sfinalizowaliśmy umowę. Tomasz Wichniarek, dyrektor sportowy Arki, długo rozmawiał ze szkoleniowcem na tematy sportowe. Ja z kolei poruszałem pozostałe kwestie. Dwa razy nie wchodzi się do tej samej rzeki? Ta rzeka za każdym razem jest inna - to całkowicie nowe rozdanie.

Po chwili przewodniczący Rady Nadzorczej, Marcin Gruchała, wrócił do wydarzeń sprzed niespełna dwóch lat:

Marcin Gruchała: Warto zacząć od tego, co wówczas nastąpiło. Nie rozumiem pewnych komentarzy głoszących, że Arka pożegnała trenera Grzegorczyka, który wykręcił świetną średnią punktową. Nie taki był przebieg wydarzeń. W czerwcu 2024 roku do klubu dołączył Veljko Nikitović, który na stanowisku trenera zastał Wojciecha Łobodzińskiego, a u jego boku dostrzegł Tomasza Grzegorczyka. Obydwaj po przegranych barażach otrzymali szansę dalszego prowadzenia zespołu. Start okazał się słaby, więc po siódmej kolejce zdecydowano się na zmiany. Wojtek dostał sygnał, że to koniec, a Tomek Grzegorczyk został poproszony o to, żeby jako tymczasowy szkoleniowiec poprowadził drużynę w najbliższych meczach. Było jasno powiedziane, że szukamy nowego opiekuna. Nie miała miejsca rozmowa, w której zadeklarowałbym, że będziemy się przyglądać pracy Tomasza Grzegorczyka i ewentualnie zastanawiać się, czy trener pozostanie na stanowisku.

Po pewnym czasie byliśmy już dogadani z Dawidem Szwargą. Mieliśmy wcześniej inne kandydatury, które od razu mogły wejść do Arki, ale rekomendacja była taka, żeby postawić na trenera, który dość mocno wyciągnie Arkę w górę, jeśli chodzi o cały proces sportowy. Po poprzednich właścicielach Arka znajdowała się w tyle w kontekście infrastruktury czy choćby kompetencji w klubie. Angaż Dawida Szwargi był dla nas atrakcyjny. Kandydatura ta dostarczyła nam tego, czego oczekiwaliśmy, czyli awansu na wiosnę, zrobionego w dużej mierze na bazie wyników dostarczonych przez trenera Grzegorczyka. Ponadto przyniosła nam zauważalny skok organizacyjny, z którego klub dzisiaj korzysta. Część procedur, standardów jakości oraz osób ze sztabu Dawida Szwargi wciąż z nami współpracuje.

Uważam, że zarówno Veljko Nikitović jako dyrektor sportowy, jak i ja jako ówczesny prezes, mieliśmy prawo sięgnąć po tego typu wizję projektową. Razem kontynuowaliśmy ten projekt w najwyższej klasie rozgrywkowej, wspólnie ponosząc porażkę. Przyczyn tej porażki jest wiele. Pomijam to, że gdyby sędziowie gwizdali to, co działo się na murawie, Arka pewnie dalej grałaby w elicie, a tutaj siedziałby Dawid Szwarga. To już jednak za nami i nie zamierzamy do tego wracać.

Po szóstym meczu Tomasza Grzegorczyka, to znaczy na początku października, pojawił się oficjalny komunikat. I to akurat po wysokiej wygranej 6:0 w Opolu. Ironia i zbieżność obu tych faktów na pewno nie były przypadkowe, jednak po dopięciu formalności postanowiliśmy szczerze to zakomunikować. Fantastycznie, że trener Grzegorczyk wykręcił taki rezultat. Dzięki tym wynikom Arka mogła przystąpić do rundy wiosennej, znajdując się na drugiej pozycji w tabeli. Z kolei dla samego Tomka wykonanie znakomitej pracy w Gdyni było pewnie jakimś punktem w CV, dzięki któremu zaczął nabierać kolejnych doświadczeń. Pojawił się więc na liście rozmów Tomasza Wichniarka.

Wtem po raz pierwszy głos zabrał sternik Arki, Tomasz Grzegorczyk:

Tomasz Grzegorczyk: Sytuacja z tamtego okresu jest dla mnie zamknięta. Nie muszę specjalnie jej rozdrapywać i komentować. Przede wszystkim cieszę się, że moje wyniki przyczyniły się do awansu Arki. Filozofia i strategia się dokonały. Jako społeczeństwo w Gdyni nie możemy żyć historią, tylko patrzeć do przodu.

Niesamowicie dobrze czuję się w Gdyni. Znam Arkę i specyfikę pracy w tym klubie. Sądzę, iż obecnie jestem już innym trenerem - mam bogatsze doświadczenie. Pracowałem w klubie ekstraklasowym, a teraz wracam z nowym spojrzeniem. Wszyscy w klubie spoglądamy w przyszłość z optymizmem. Potrzebujemy dobrej energii. Dostrzegam potencjał w tej drużynie, również w aspekcie motorycznym. Wiem, w jaki sposób ten potencjał zagospodarować i wykrzesać.

Dziękuję zarządowi za zaufanie. Uważam, że przekonałem włodarzy nie tym, co widzieliśmy dwa lata temu, a tym, co ostatnio przedstawiłem podczas rozmowy. Reasumując, w 2024 roku wydarzyło się to, co się wydarzyło. Cieszę się, że Arce udało się wtedy finalnie powrócić w szeregi elity. Ja z kolei mogłem w tamtym okresie sięgnąć z innym zespołem po Puchar Polski, więc to pokazuje, jak w dynamice różnych wydarzeń może się sporo wydarzyć.

Patrzę tylko i wyłącznie do przodu. Przy podpisywaniu umowy nie towarzyszyła mi żadna obawa. To jest ryzyko zawodowe. Weryfikacja mojej osoby przez dyrektora Wichniarka trochę trwała. Szczerze przyznam, że gdzieś w głębi duszy czułem, że jeszcze kiedyś wrócę do Arki. I jestem. Bardzo się z tego faktu cieszę. Nie była to zatem trudna decyzja, żeby ponownie przybyć nad morze.

Czy w przypadku powrotu Arki na salony zawarta w kontrakcie klauzula o przedłużeniu umowy z trenerem automatycznie zostanie wdrożona?

Wojciech Pertkiewicz: Tak, kontrakt zostaje wtedy automatycznie przedłużony. Nawet jeśli tego awansu zabraknie, klub dysponuje taką możliwością. Gdyby wszystko dobrze funkcjonowało, rozmawialibyśmy dzisiaj na inny temat. Prezentujemy nowego trenera, także oczywiste jest to, że byliśmy rozczarowani tym, jak drużyna wyglądała w ostatnich tygodniach.

Początek sezonu był wprawdzie obiecujący, lecz niedawne rezultaty pozostawiały wiele do życzenia. Porażał styl gry zespołu – nie widać było progresu, a wręcz regularny regres. Ta drużyna prezentowała się z meczu na mecz coraz słabiej.

Oczywiście podejmujemy też decyzje oparte nie tylko na boiskowych poczynaniach. Seria mogła być niekorzystna, ale z uwagi na wiedzę, że ta myśl potrzebuje inercji, która wypłynie po 15–20 kolejkach, na takie posunięcie, w postaci odsunięcia Marka Jarolima, można było sobie pozwolić. Wraz z Marcinem uznałem, że tej szansy nie widzimy. Decyzja w tej sprawie zapadła szybko. Weszła w życie na zasadzie odcinania strat.

Trzeba przyznać, że ten dziesięciomeczowy epizod z tym sztabem jest okresem nieudanym. Tomasz Wichniarek rozmawiał z kilkoma kandydatami do objęcia posady, ale nie będę ukrywał, że błyskawicznie przedstawił kandydaturę trenera Grzegorczyka jako osoby, która odnajdzie się w strukturach klubu. Działaliśmy stricte w kontekście tego, co zostało nam zaprezentowane. Nie patrzyliśmy na sytuację sprzed dwóch lat – mówił prezes.

Właściciela dopytano o częste w ostatnim czasie roszady trenerskie. Wspomniano także o kibicach, którzy w związku z takim stanem rzeczy mogą czuć się niezadowoleni.

Marcin Gruchała: Przepraszałem wspólnie z Wojtkiem za sezon w Ekstraklasie, bo uważaliśmy, że popełniliśmy niemało błędów. Zdajemy sobie sprawę, że mogliśmy parę rzeczy zrobić lepiej. Za ten czas należało i należy się kibicom słowo „przepraszam”. Dzisiaj mogę je powtórzyć, jeżeli ktoś wtedy tego nie usłyszał.

Wiemy, że konsekwencje zatrudnienia Marka Jarolima i czeskiego sztabu okazały się niestety negatywne. Stąd ta zmiana na ławce. Współpraca ze Slavią Praga nie była uzależniona od Czecha. To była nasza autonomiczna decyzja. Uważaliśmy, że być może warto postawić na coś, co akurat czasowo się zazębia. Arka potrzebowała trenera, a trener Jarolim, który ledwie zdobył Puchar Czech, pozostawał do dyspozycji. Spróbowaliśmy zagrać w inną grę, nie przeglądając przy tym typowych dla I ligi propozycji. Byliśmy świadomi ryzyka, koniec końców się nie opłaciło.

Wiem, że dziś jest bardzo łatwo mówić: „kolejny długofalowy projekt się nie udał”. Wcale nie deklaruję otwarcia nowego długofalowego projektu. Trochę mi takie słowa są wkładane w usta. Czy będę kontynuował swój projekt? Tak, będę. Tym projektem jest oddanie wszystkiego na budowę Arki Gdynia. Nawet jeśli się potkniemy albo przewrócimy, to wstaniemy i będziemy szli dalej.

Dla mnie byłoby dzisiaj łatwiej zaakceptować każdą inną kandydaturę niż tę, bo ona nie generowałaby trudnych pytań. Tylko na końcu pytanie jest takie, czy ważniejszy dla mnie jest mój komfort, czy ważniejsza dla mnie jest Arka Gdynia. Odpowiedź jest oczywista.

Wojciech Pertkiewicz: Dołączenie Tomka Wichniarka spowodowało, że kompetencje w dziale sportowym zostały rozłożone na kilka osób. Jest Martin Pasieka, który przejął dział skautingu. Jest Robert Wilczyński, który został przesunięty na pozycję koordynatora ds. młodzieży. Aktualnie zajmuje się sprawami grup młodzieżowych.

To wszystko wymaga czasu. Jesteśmy po kilku miesiącach współpracy, a de facto wyszły z tego dwa lata przygotowań pod kompetencje i tę część administracyjną dla wyznaczonych nazwisk. Wymienimy szefa marketingu Stanisława Wrzoska oraz człowieka odpowiedzialnego za sponsoring i biznes, czyli Tomasza Majchrowicza.

Mam wrażenie, że we wszystkich tych elementach pewne części są mierzalne i do udowodnienia, że zrobiliśmy duży krok do przodu. Możliwe, że nikt nie podważa tego, że organizacja meczu to krzywa idąca w górę. Teraz powrócimy do sportu. Mieliśmy awans, mieliśmy spadek. Dziś mówimy o rozczarowaniu w związku z ostatnimi meczami. Największa przestrzeń do rozwoju leży w strefie sportowej.

Dalej przemawiał Tomasz Grzegorczyk. Padło zapytanie o sztab szkoleniowy.

Tomasz Grzegorczyk: Mam nadzieję, że w tym tygodniu domkniemy ten temat. Sztab będzie rozbudowany. Cieszę się na współpracę z trenerami, których znam. Inną rolę niż dotychczas będzie miał Jakub Frydrych, który dostanie spore pole do popisu, jeśli chodzi o swój obszar działania.

Z kilkoma zawodnikami zdążyłem minąć się już na korytarzu i porozmawiać. Zamieniłem słowo ze znajomymi twarzami – z Alassane Sidibe czy Dawidem Gojnym. Są oczywiście też nowi gracze, których chciałbym bliżej poznać. Wkrótce wyjedziemy na zgrupowanie do Gniewina i nadejdzie ku temu okazja, aby przyjrzeć się piłkarzom i więcej czasu z nimi spędzić.

Tydzień mamy więc kompletnie zaplanowany. Mikrocykl zakończymy meczem z IFK Göteborg. Zapowiada się fantastyczne widowisko w obecności naszych sympatyków - mówił trener.

45-latek odniósł się również do pamiętnego incydentu z udziałem Kamila Jakubczyka:

Tomasz Grzegorczyk: Nie chciałbym do tego wracać. Przede wszystkim cieszy mnie rozwój zawodnika. Kamil jest jednym z wiodących środkowych pomocników na poziomie Ekstraklasy. To alternatywna droga dla pozostałych młodych piłkarzy naszej drużyny. Swoją drogą, miejmy nadzieję, że Arka z tą Ekstraklasą będzie miała styczność już w następnym sezonie - powiedział.

Jak trener ocenia swój pobyt w Pogoni Szczecin?

Tomasz Grzegorczyk: Bardzo mi zależało na tym, żeby sprawdzić się na najwyższym szczeblu rozgrywkowym. Pełniłem funkcję asystenta Roberta Kolendowicza, którego znałem bardzo dobrze. Robert przekazał mi bardzo dużo wiedzy, szczególnie w fazie ofensywnej. Wyniosłem wiele cennych lekcji dotyczących m.in. funkcjonowania zespołu i zarządzania sztabem. Z perspektywy dwóch lat jestem już zupełnie innym trenerem. Wracam ze zdecydowanie większym bagażem doświadczeń, które będę chciał wykorzystać w Gdyni. Moim zdaniem Arka powinna być w Ekstraklasie.

Strukturalnie na pewno inaczej zamierzamy grać w ofensywie niż mój poprzednik. Zresztą tak samo w defensywie. Trochę nawiążemy do tego grania, które stosowałem w przeszłości. Nie chcę rzecz jasna wdawać się w szczegóły.

Ofensywa? Chciałbym, żeby mój zespół szybciej się pozycjonował, wykorzystywał przestrzeń, której notabene nie za bardzo wykorzystywał. Defensywa? Mi nieco bliżej do takiego trenera jak Jürgen Klopp. Pressing i trochę grania do przodu. Wierzę, że swoje atuty pokażemy także w działaniach defensywnych. Chcę, byśmy bez futbolówki przy nodze byli bardziej energicznym zespołem, który będzie dążył do odbioru, aniżeli do stosowania niskiej obrony.

Zawsze powtarzam zawodnikom, żeby podejmowali decyzje i byli aktywni. Wiadomo, zdarzy się popełnić błąd, ale przy mniejszej ich liczbie wynik jest zazwyczaj korzystniejszy - oznajmił opiekun Arki.

Szkoleniowiec zdaje sobie sprawę, że przed nim niełatwy spacerek w postaci spotkań z trudnymi rywalami:

Tomasz Grzegorczyk: Wiem, z kim będziemy się niebawem mierzyć. Zawodnicy też mają tę świadomość. Ze swoim sztabem ludzi dołożę wszelkich starań, aby przygotować Arkę należycie. By ta grała w taki sposób, żeby dostarczała nam radości na boisku. Krótko mówiąc, prezentowała futbol zarówno efektowny, jak i efektywny.

Mam pomysł na każdego zawodnika. Sidibe jest jednym z nich - stwierdził Tomasz Grzegorczyk.

Wojciech Pertkiewicz podzielił zdanie Marcina Gruchały odnoszące się do Marka Jarolima i jego sztabu. Jednocześnie rozwinął temat partnerstwa ze Slavią:

Wojciech Pertkiewicz: Jesteśmy nieustannie w kontakcie. Współpracujemy na tym poziomie, na którym jesteśmy w stanie obecnie współpracować. Chodzi o wsparcie skautingu czy analizy. Arka jest dla Slavii kluczowym sojusznikiem ekspansji. Otwierają się drzwi na rozwój zawodników poprzez polską ligę.

Czy władze klubu w ogóle nie brały pod uwagę opcji zatrudnienia trenera Grzegorczyka już w lipcu?

Wojciech Pertkiewicz: W lipcu też sprawdzaliśmy różne kandydatury. Sytuacja z ligi czeskiej, dotycząca MFK Karvina, skłoniła nas ostatecznie do postawienia na kierunek nieoczywisty. Inne rozmowy odsunęliśmy na bok - wyjaśnił prezes.

Do głosu doszedł jeszcze trener:

Tomasz Grzegorczyk: Na każdym szczeblu chcemy wygrywać, także w Pucharze Polski. Myślę, że za mojej pierwszej kadencji zespół nie odpuścił żadnego spotkania. Zawsze dawał z siebie wszystko. Do takiej Arki wrócimy. Do drużyny, która będzie mogła się pochwalić aktywnym stylem grania.

Cały czas będę się upierał, że Arka ma potencjał. Ja to widzę - zakończył pan Tomek.

Trener Grzegorczyk odbył już trening z zespołem. Raz jeszcze witamy go w Arce! Życzymy mu samych pomyślnych momentów w Gdyni.